„Dzień dobry, dzwonię tylko po kod” – czyli jak zbyt duże zaufanie niszczy bezpieczeństwo firm
Jedna rozmowa telefoniczna. Kilka miłych zdań. Ktoś brzmi kompetentnie, spokojnie, „jakby wiedział, co robi”.
I nagle… ktoś obcy ma dostęp do systemu, konta reklamowego, wizytówki Google albo hostingu.
Bez włamania. Bez alarmów.
Bez żadnego „hakerskiego” spektaklu.
Bo w 2026 roku do cyberataku wystarczy rozmowa.
Cyberbezpieczeństwo to nie firewalle. To ludzie.
Lubimy myśleć, że cyberzagrożenia to:
- skomplikowane ataki,
- linijki kodu,
- geniusze w kapturach.
A prawda jest dużo mniej filmowa.
Najczęściej to:
„Dzień dobry, potrzebujemy tylko potwierdzić dostęp…”
I ktoś po drugiej stronie po prostu… pomaga.
Kevin Mitnick, jeden z najbardziej znanych hakerów na świecie, wielokrotnie powtarzał, że najlepsze ataki nie polegają na łamaniu zabezpieczeń, tylko na łamaniu zaufania.
Bo człowiek:
- chce być pomocny,
- nie chce wyjść na nieuprzejmego,
- nie lubi zadawać „głupich pytań”,
- działa pod presją („bo to pilne”).
Social engineering – czyli oszustwo w wersji „na miło”
Social engineering to nie jest agresywne wyłudzanie danych.
To rozmowa, która brzmi zupełnie normalnie.
„Jestem z agencji.”
„Robimy porządek z kontami.”
„To tylko formalność.”
„Bez tego coś przestanie działać.”
I nagle:
- ktoś podaje kod weryfikacyjny,
- ktoś wysyła hasło do hostingu,
- ktoś daje dostęp administratora, bo „tak szybciej”.
A przecież wszystko było grzeczne. I logiczne. I miłe.
Z perspektywy agencji: klienci ufają… aż za bardzo
Pracując z klientami, widzimy to regularnie.
Nowa współpraca i:
- hasło przychodzi mailem w jednym zdaniu,
- dostęp do serwera wysyłany „na szybko”,
- login do poczty firmowej przekazany, bo „będzie wygodniej”.
Bez pytania:
- czy to na pewno ta osoba,
- czy numer się zgadza,
- czy ktoś nie podszywa się pod agencję.
I uwaga – to nie jest brak inteligencji.
To brak świadomości, że uprzejmość to dziś realne zagrożenie.
Telefon to dziś jedno z najniebezpieczniejszych narzędzi
Telefon daje złudne poczucie bezpieczeństwa:
- to przecież „człowiek, nie automat”,
- brzmi kompetentnie,
- zna nazwę firmy.
Problem w tym, że:
- numer można podszyć,
- głos można podrobić,
- rozmowa nie zostawia śladów.
Dlatego jedna zasada powinna być święta:
Przez telefon nie przekazujemy haseł, kodów ani dostępów. Nikomu.
Nawet jeśli:
- rozmówca brzmi profesjonalnie,
- powołuje się na współpracę,
- mówi, że „to pilne”.
„Ale przecież to nasza agencja…”
Właśnie na to liczą oszuści.
Podszycie się pod:
- agencję marketingową,
- informatyka,
- księgowość,
- „kogoś, kto już tu kiedyś dzwonił”
jest dziś banalnie proste.
Dlatego dobra praktyka jest brutalnie prosta: zaufanie nie zwalnia z weryfikacji.
Kilka zasad, które naprawdę robią różnicę (bez korporacyjnego bełkotu)
- Nie oddzwaniaj na numer, z którego ktoś dzwonił – oddzwoń na ten z umowy lub strony.
- Nie wysyłaj haseł – nadaj dostęp.
- Nie dawaj admina „bo szybciej” – szybciej ≠ bezpieczniej.
- Jeśli coś jest pilne – tym bardziej to sprawdź.
- Kody SMS i kody weryfikacyjne nie służą do przekazywania dalej. Nigdy.
To nie są skomplikowane procedury. To są nawyki.
Dlaczego ten temat jest dziś jeszcze ważniejszy?
Bo mamy:
- AI generujące wiarygodne rozmowy,
- podszywanie się pod numery telefonów,
- coraz lepiej przygotowane scenariusze oszustw.
To, co kilka lat temu było sprytną sztuczką, dziś jest realnym zagrożeniem dla firm każdej wielkości.
Dlatego książki i doświadczenia Kevina Mitnicka wcale się nie zestarzały. Zmieniły się narzędzia. Mechanizm pozostał ten sam.
Na koniec – jedna myśl, którą warto zapamiętać
Cyberbezpieczeństwo nie zaczyna się od technologii. Zaczyna się od pytania:
„Skąd mam pewność, że rozmawiam z właściwą osobą?”
Jeśli prowadzisz firmę albo współpracujesz z agencją — chwila zdrowej nieufności może oszczędzić Ci ogromnych problemów.
Bo dziś największą luką w systemie
nie jest serwer,
nie jest hasło,
tylko zbyt duże zaufanie.


